poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Renowacja wagi cz.II - malowanie farbą w sprayu

Z małym poślizgiem, bo obiecałam sobie: "zaraz po świętach", a udało się podgonić renowację wagi dopiero w ten weekend . Kilka słów o malowaniu metalu.
Zdecydowałam się na farbę w sprayu, bo ...
  • po pierwsze: posiadany popularny produkt "na rdzę" miał w instrukcji, że na aluminium trzeba było by mieć farbę podkładową (a na stanie nie miałam);
  • po drugie: wszelkie zawijasy i zakrętasy malowane pędzlem, mogły wyjść nieciekawie - zalane grubo farbą lub niedomalowane;

Kilka rad dla tych, którzy jeszcze nie mają doświadczeń z malowaniem farbami w sprayu.

  • Jak z każdą chemią, najbezpieczniej malować jest w dobrze wywietrzonym pomieszczaniu. Jeżeli malujemy w domu, trzeba dobrze zabezpieczyć powierzchnię. Dobrze jest zaopatrzyć się w duże, tekturowe pudło, do którego (ustawionego na boku) wstawiamy malowany przedmiot.
  • Ja przeniosłam się na zewnątrz, więc dodatkowa uwaga: najlepiej wybrać bezwietrzny dzień i nie malować w pełnym słońcu (nie widać miejsc niedomalowanych). Nic tak nie denerwuje jak podwiewana gazeta, która przykleja się do malowanego przedmiotu i paprochy niesione wiatrem, które natychmiast przylegają do świeżo malowanego. Grrrr!
  • Gdy już umieścimy przedmiot na miejscu malowania, mieszamy farbę (wstrząsamy puszką przez około 1 minutę, podczas tego słyszymy dźwięk odbijającej się metalowej kulki o opakowanie). Mieszanie powtarzamy co jakiś czas, pomiędzy kolejnymi "psiknięciami". 
  • Jeżeli wcześniej nie malowaliśmy żadnych przedmiotów sprayem, dobrze sobie poćwiczyć pierwsze psiknięcia gdzieś z boku lub niewidocznej części malowanego obiektu. 
  • Należy równomiernie (pasami) rozpylać farbę na powierzchnię z takiej samej odległości, aby wszędzie uzyskać równe wykończenie. Nie zaczynajcie pierwszego psiknięcia od razu na przedmiocie, tylko naciśnijcie "spust" w "powietrze" tuż obok, zanim skierujecie strumień farby na malowaną powierzchnię (zmniejsza ryzyko pierwszego zacieku).
  • Przed nałożeniem kolejnej warstwy, trzeba odczekać, aż wyschnie poprzednia (oczywista oczywistość).

Mimo tego, że już kiedyś sprayowałam przedmioty, nie uniknęłam popełnienia błędów:
1. Malowanie w wietrzny dzień (przyklejona gazeta + paprochy).
2. Za dużo chciałam na raz - drobne zacieki.
3. Zaciek chciałam zetrzeć palcem, co dodatkowo pogorszyło sprawę, bo farba się zmarszczyła w tym miejscu i pokrycie jej kolejną warstwą wygląda o wiele gorzej niż klasyczny mały zaciek ;-)
Na szczęście z tyłu na obudowie, nie będzie widać z frontu.
4. Jeżeli to możliwe, najlepiej rozłożyć wszystko na części przed malowaniem. Musiałam pomalować śrubkę regulującą, bo nie dało się jej racjonalnie obkleić i zabezpieczyć, a chciałam zachować jej oryginalny, mosiężny kolor.

RADA UNIWERSALNA: pośpiech to twój WRÓG. Lepiej nakładać kilka cieniutkich warstw (i mieć miejsca niedomalowane), niż nałożyć jedną grubą, za to z murowanymi zaciekami!
****
I ostatnia rada...nie ma się co przejmować drobnymi zaciekami, nie rzucają się w oczy, mówię to ja - pani (prawie) perfekcyjna  ;-)))
Czeka mnie układanka z części i sesja na nowym miejscu...więc... DO ZOBACZENIA w kolejnym odcinku!
Pozdrawiam słonecznie!

12 komentarzy:

  1. Jest śliczna, powiedziałabym genialna. Ja też mam takie doświadczenie z farbą psikaną. Malowałąm lampę LOFT, codziennie po malutku. Nie jestem do końca z niej zadowolona, ale cóż. Przynajmniej widać, że nie jest ze sklepu. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Beatko, gdybym była pedantką i chciałabym "jak ze sklepu", to pewnie poszłabym do lakierni proszkowej i poprosiła o machnięcie na czarno. Jako typowy kolor, pewnie by wyszło ok. 50 zł a może mniej, jeżeli by się trafił wsad okazyjny do pieca w czarnym kolorze, czyli więcej niż puszka farby, no i bez frajdy DIY. Mam za w dalekich planach odnowienie oryginalnej lampy Kaiser idell. Tą to bym chciała w lakierze metalicznym, bez profesjonalnego lakierowania się nie obędzie. Widziałam w czeluściach googla takie egzemplarze po odnowieniu, że ślinka leci.

      Usuń
  2. To prawda. Co jakiś czas używam sprayów przy różnych DIY i nigdy nie mogę przewidzieć jak wyjdzie. A to zacieki a to odciski paców. Nie jest to łatwa sprawa przyznaję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze może ręka czy palec zadrżeć ;-)

      Usuń
  3. Też lubię spray, nie używam gazet tylko karton i wolę malować na raty - jak niedomaluję, zawsze można poprawić - gorzej z zaciekami. Waga rewelacjia... Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, zła byłam, że akurat nie miałam kartonu, nie byłoby tych paprochów i przyklejonej gazety. Trzeba było odłożyć a nie malować, tyle że ja to jestem czasem w gorącej wodzie kąpana. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz!

      Usuń
  4. Fiu fiu, ładnie wyszła, choć błyszczy nowością. Przydałoby się ją troszkę obić i odprysnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. :-)))
    Potrafisz poprawić humor :D Pozdrawiam!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie zakupiłam farbę w sprayu...i znowu wszystkie wskazówki i rady będą pomocne,mimo że malowana powierzchnia będzie z drewna:)
    A waga nabiera blasku...i faktycznie błyczczy nowością:)))Rozbawił mnie komentarz Miłki...ale trochę racji w tym jest,sporo ludzi mając staroć w łapkach ,wręcz stara się żeby renowacja nie była zbyt doskonała:)))
    Pozdrawiam serdecznie!
    A tu fotel ,przerobiony z Twoją wirtualną pomocą:)
    http://wydzierganemysli.blogspot.com/2016/03/nowe-zycie-starego-fotela.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz Miłki także mnie rozbawił. A serio...są antyki i starocie, akurat waga to do antyków nie należy, ładniej jej w błyszczącej nowością szacie...a przynajmniej mam taką nadzieję, dopiero jak wpasuję tarczę i dokupywaną wskazówkę, a także znajdę talerzyk na "sztukę, to się okaże jak się prezentuje.
      A teraz o renowacji fotela...bardzo się cieszę, że pomogło Ci to moje pisanie. Byłam - widziałam, bardzo udana renowacja. Pierwsze koty za płoty, a drobnymi fałdkami na pleckach nie należy się przejmować, bo naprawdę w ogólnym wrażeniu się gubią. Jak zobaczysz na starsze moje renowacje to zawsze są jakieś błędy a szczytem szczytów był mój fotel-szczerbatek - na nim się uczyłam doklejać fornir. Teraz w ogóle bym to inaczej zrobiła - całe życie się człowiek uczy.
      Dziękuję za miły komentarz i wpis z podlinkowaniem :-) Pozdrawiam!

      Usuń
  7. No świetny efekt -ale to juz norma u Ciebie.Buziolki

    OdpowiedzUsuń

Blog Widget by LinkWithin
//google analytics